Podczas dzisiejszej konferencji naukowej Marcin Husak, dyrektor Muzeum Ziemi Prudnickiej przedstawił prelekcję „Getto w Prądniku”. Temat nawiązuje do planowanego upamiętnienia tego miejsca w przestrzeni miasta. (16 stycznia)
Jak zauważył dyrektor Husak temat wywołuje kontrowersje, co poniekąd jest efektem żywej medialnie dyskusji społeczno-politycznej na temat relatywizacji sprawstwa II wojny światowej oraz reparacji wojennych. Dla części opinii publicznej w Polsce stawianie powojennej ludności niemieckiej w roli cywilnych ofiar wojny, jest nieuprawnione. Rolą naukowców jest jednak trzymanie się z dala od polityki i kreowania przeszłej rzeczywistości, na rzecz dociekania prawdy na podstawie dostępnych źródeł i jej obiektywnej, krytycznej analizy. Takim tematem obrazującym konsekwencje wojny w kontekście losów niemieckiej ludności Śląska – jest getto w Prudniku.
Dwa getta
Krótko po wkroczeniu Armii Radzieckiej do Prudnika (marzec 1945 r.), przebywającą tam ludność cywilną – głównie mieszkańców, ale też robotników przymusowych z Polski, przesiedlono w rejon ul. Chrobrego. Podyktowane to było bliskością frontu oraz daniem swobody żołnierzom sowieckim w prowadzeniu grabieży. Jeszcze w kwietniu getto zlikwidowano, wydając polecenie ewakuacji ludności w kierunku Strzeleczek. Właściwe getto utworzyły władze polskie w sierpniu tego samego roku, kiedy do miasta, do swoich domów, zaczęli wracać jego mieszkańcy.
Marcin Husak opierał się przed wszystkim na wspomnieniach pierwszego, polskiego burmistrza Prudnika Antoniego Błaszczyńskiego oraz ostatniego niemieckiego proboszcza miejscowej parafii ks. Franza Pietscha. Obaj je spisali (duchowny w kronice parafialnej), stąd dotrwały do dziś, stanowiąc ważne źródło, niemniej z krytyczną ich oceną ze względu na subiektywizm, czas ich powstania (na bieżąco lub krótko po opisywanych zdarzeniach) oraz istotnymi, nierzadko decyzyjnymi rolami autorów w przebiegu wydarzeń (pisali o sobie). W zbeletryzowanej formie życie w getcie opisał Harry Thürk w powieści „Lato umarłych snów”.
Trzy kuchnie bez żywności
Getto było formą śródmiejskiego obozu przejściowego dla ludności niemieckojęzycznej. Błaszczyński wspomina, że z jego inicjatywy w getcie utworzono trzy (!) kuchnie. Polacy nie potrafili jednak zapewnić wystarczającego zaopatrzenia, dlatego, chcąc uniknąć permanentnego głodu, już po ośmiu dniach od zamknięcia posterunkami getta, władze zluzowały straże, żeby Niemcy – pod dozorem – mogli samodzielnie poszukiwać żywność. Getto obejmowało ulice: Chrobrego, Królowej Jadwigi, Morcinka, Tabory, Wiejską i prawdopodobnie Kochanowskiego. W listopadzie doszło do częściowej likwidacji getta poprzez wysiedlenie części mieszkańców przeznaczonych do transportu do Niemiec. Po tym wydarzeniu w ocenie ks. Pietscha w getcie mieszkało jeszcze ok. 3000 katolików. Formalnej likwidacji getta prawdopodobnie nie było, stąd brak precyzyjnej daty na ten temat w źródłach. Marcin Husak wskazuje tutaj 1946 r.
Konieczność skomasowania ludności niemieckiej w części miasta wiązała się między innymi z dynamicznym napływem ludności polskiej z Kresów oraz centralnej i południowej Polski, która zasiedliła domy i mieszkania dotychczasowych mieszkańców. W niektórych miejscowościach dochodziło do sytuacji przejściowego, wspólnego mieszkania Niemców i Polaków w tych samych domach (np. w Lubrzy). Getta, podobne do tego w Prudniku, tworzono również w innych miejscowościach na obszarach byłej III Rzeszy włączonych do Polski. Sytuacja w gettach była bardzo trudna – wysoka śmiertelność wynikała z niedoborów żywności, braku opieki medycznej, fatalnych warunków sanitarnych i struktury ludności – były to głównie osoby podeszłym wieku, dzieci i kobiety. Najbardziej wymownym świadectwem dramatu ludności przebywającej na „niemieckich” ulicach są liczby. Jeśli wierzyć danym ze wspomnień, to w początkowych okresie funkcjonowania dzielnicy było tam 8000 (!) osób. W kamienicach i suterenach przy 4-5 ulicach!
Marcin Husak, posiłkując się kopią dokumentu Powiatowej Komendy MO w Prudniku przekazanego przez Krzysztofa Strauchmanna, mógł opowiedzieć o niecodziennej próbie ucieczki trzech Niemców z getta. Otóż chcieli się oni wydostać z zamkniętego terenu, płynąc na kajaku w kanale (prawdopodobnie chodziło o dawną młynówkę prowadzącą przez rejon obecnej ulicy Tuwima w kierunku Dolnego Młyna).
[FOTORELACJANOWA]3145[/FOTORELACJANOWA]
O getcie
Inicjatorem utworzenia upamiętnienia getta jest radny powiatowy i historyk Dragomir Rudy. Akcja uzgadniania jest z Gminą Prudnik i z udziałem Muzeum Ziemi Prudnickiej oraz Instytutem Pamięci Narodowej. Propozycja umiejscowienia upamiętnienia dotyczy schodów na ul. Stromej, choć jeszcze za wcześnie by mówić o ostatecznej lokalizacji. Sprawę poruszono podczas sesji Rady Powiatu w Prudniku 23 grudnia.
Inicjatywa Dragomira Rudego została krytycznie oceniona przez radnego Dariusza Kolbka.
- Ludzie są oburzeni. Słowo getto - jakoś nie za bardzo mogą się z tym pogodzić, że używamy to słowo w tej sprawie. Nie wiem dlaczego mielibyśmy upamiętniać te osoby, bo takich miejsc, gdzie Polacy byli przetrzymywani, jest sporo i takich upamiętnień nie ma – komentował Kolbek. Faktycznie po II wojnie światowej określenie getto najczęściej jest używane wobec miejsc izolacji Żydów tworzonych przez Niemców na terenach okupowanych, z perspektywą całkowitej zagłady jej mieszkańców poprzez zagłodzenie, pracę ponad siły i śmierć – tych, którzy przeżyli - po przewiezieniu do jednego z obozów koncentracyjnych. Mniej znane są getta ławkowe (dla żydowskich studentów podczas II RP). Takie określenie używa się również wobec dzielnic żydowskich w dawnych miastach, przy czym nie zawsze oznaczało on obszary zamknięte, tylko części miejscowości zamieszkane przez Żydów. W przypadku Prudnika, czy też używając dawnych nazw, czasów pośrednich między Neustadt a Prądnikiem, mowa jest o okresowo zamkniętej części miasta dla ludności cywilnej, która docelowo miała być wysiedlona. To byli przede wszystkim niemieckojęzyczni mieszkańcy Prudnika, którzy w ten sposób ponieśli surowe konsekwencje za wywołanie wojny światowej przez swoje państwo. Nie od dziś wiadomo, że to nie żołnierze, a ludność cywilna, to największe ofiary wojen.
Podczas tej samej sesji Rady Powiatu zapowiedziano również utworzenie kolejnego upamiętnienia, tym razem dotyczącego siedziby powojennej bezpieki przy ul. Klasztornej (obecnie m.in. Sanepid). Wspomnienia dotyczą krwawych przesłuchań i aresztowań, łącznie z przypadkami śmiertelnymi, do jakich miało tam dochodzić. Jego pomysłodawcą jest radny Ryszard Kwiatkowski.
Przydałoby się, żeby obie inicjatywy zostały uzupełnione o naukowe opracowania dotyczące obu miejsc, poprzedzone kwerendą archiwalną. Zarówno wokół getta jak i UB przy ul. Klasztornej narosło sporo wtórnych informacji, często bez weryfikacji źródeł.
Prelekcja Marcina Husaka odbyła się w Centrum Tradycji Trackich w ramach konferencji naukowej „Praktyka metodologii źródeł pisanych w badaniach historycznych” zorganizowanej przez Muzeum Ziemi Prudnickiej, Instytut Historii Uniwersytetu Opolskiego i Instytut Śląski w Opolu. Przewodniczącą komitetu organizacyjnego i naukowego była prof. dr hab. Anna Pobóg – Lenartowicz.
Karol16:43, 16.01.2026
Barbarzyństwo wojny zawsze dotyka najbardziej tych najsłabszych. Tylko propaganda wciska nam obrazki żołnierzyków, husarzy i pilotów bohaterów. Wojna to krew i śmierć dzieci, starców i kobiet.
Mikrokosmos16:19, 17.01.2026
Z tej historii wynika, że te kobiety, starcy i dzieci przyjęli to getto z milczącą akceptacją. Los przegranych.
Pryszcz18:43, 17.01.2026
Wspaniały pomysł na cześć upamiętnienia sprawców wojny! Poparcie dla NSDAP podczas wyborów parlamentarnych w 1933 w Rejencji Opolskiej wynosiło 40-45% i parta ta wygrała wybory. Tak na marginesie większe poparcie miała na Dolnym Śląsku, Lubuskiem, Pomorzu i Mazurach bo powyżej 55% Kogo więc upamiętniać?
Ale jest alternatywa. W Prudniku od 1940 był przymusowy obóz pracy, a jego właściciel to Schlesische Feinweberei AG, który w 1944 roku przekształcił się w filię obozu oświęcimskiego o nazwie Arbeitslager Neustad. Może coś więcej na ten temat?
J jeszcze jedno zadanie dla historyków. Przed wojną w Prudniku stacjonował 8 batalion łączności, który w wrześniu 1939 wyruszył na front. Ktoś odtworzy jego losy> Dowiedzielibyśmy się o wojennych losach dzielnych mieszkańców Neustadt.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu terazprudnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz