Wybiegł z Prudnika w piątek o godz. 6.00. W sześć dni przebiegł wzdłuż niemal cale Sudety. Blisko 450 kilometrów.
To spektakularny wyczyn sportowy i być może rekord w szybkości pokonania Głównego Szlaku Sudeckiego. Bazowanie na samej odległości jest błędne, bo to są góry i tysiące metrów przewyższeń w górę i w dół na urozmaiconej trasie. To gigantyczny wysiłek dla mięśni, stawów i psychiki. Krzysztof musiał „dogadać się” ze swoim ciałem, by te przez te kilka zapomniało o dłuższym śnie i wypoczynku. Wie to każdy, kto przebył długodystansowy marsz lub bieg i musi kolejnego dnia odpocząć, by się zregenerować. Blisko 450 km na nierównym terenie to też tysiąc okazji do kontuzji, których na szczęście również udało się uniknąć.
[ZT]110066[/ZT]
- Jeszcze kilka dni temu staliśmy na starcie w Prudniku. Dziś przed Krzysztofem został już tylko jeden odcinek drogi do Świeradowa-Zdroju – to informacja napisała w mediach społecznościowych „tylko” na 25 kilometrów przez metą. - Nie będziemy ukrywać, że łezka kręci się w oku. Setki rozmów, żartów, chwil zwątpienia i momentów, które zostaną z nami na zawsze. Ten bieg od początku nie był tylko o kilometrach. Był o ludziach. O pomaganiu. O pokazaniu, że nawet największe wyzwanie ma sens, jeśli dzięki niemu można zrobić coś dobrego dla innych.
Dlatego wyczyn połączony był ze zbiórkami charytatywnymi.
Linki do zbiórek:

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu terazprudnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz