Nie żyje 23-letnia prudniczanka. Osierociła miesięczne dziecko

0
(fot. Andrzej Dereń)

Do tragedii doszło wczoraj (5 listopada) na terenie kompleksu działkowego za szpitalem w Prudniku

Z uzyskanych przez nas nieoficjalnie informacji wynika, że żyjącą jeszcze kobietę usłyszał spacerujący obok ścieżką przy rzece przechodzień, który od razu zaalarmował o zdarzeniu służby ratunkowe. Na miejsce skierowano policję oraz medyków. Nie bez problemów, bo trzeba było wpierw uzyskać klucze do bramy ogrodów od strony ul. Szpitalnej. Poszkodowana znajdowała się w części działek po drugiej stronie rzeki, więc tam ratownicy musieli udać się pieszo. W trakcie działań zadysponowano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Niestety w międzyczasie prudniczanka zmarła.
– Ciało zostało zabezpieczone do przeprowadzenia oględzin połączonych z otwarciem, czyli tzw. sekcji zwłok, która odbędzie się jutro lub pojutrze – mówi dla „TP” prokurator rejonowy w Prudniku Klaudiusz Juchniewicz. – Dopiero wyniki sekcji pozwolą na ustanie, co było przyczyną śmierci.

Prokuratura prowadzi śledztwo o przestępstwo z art. 151 Kodeksu karnego („Kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie… „).
– W każdej sprawie, gdzie istnieje uzasadnione podejrzenie, że mogły przyczynić się do zgonu osoby trzecie, wszczyna się postępowanie karne – wyjaśnia prokurator Juchniewicz.

fot. Damian Wicher

23-letnia Paulina osierociła miesięcznego syna. Chłopczyka odnalazła policja w jednym z mieszkań kamienicy przy ulicy Chrobrego. Interwencja miała miejsce kilka godzin po tragedii.
– Nasze działania skoncentrowane były na zapewnieniu właściwej opieki i bezpieczeństwa niemowlęciu – informuje „TP” asp. Andrzej Spyrka, oficer prasowy KPP.

Nasz rozmówca nie zdradza, czy dziecko samo przebywało w domu.
– Dla dobra sprawy, którą już zajmuje się sąd rodzinny, nie mogę udzielić więcej informacji. Dziecku nic się nie stało – zapewnia rzecznik Spyrka.

Według sąsiadów, zmarła uchodziła za normalną, spokojną osobę. Miała mieszkać razem ze swoim partnerem.
– Ta rodzina nie była objęta procedurą „Niebieskiej karty”. Nie mieliśmy żadnych sygnałów odnośnie przemocy w tym domu – dodaje aspirant Andrzej Spyrka.

– Była taka młoda, miała całe życie przed sobą. I jeszcze to biedne dzieciątko zostało bez matki na tym świecie. Straszna i niepojęta tragedia… – komentują okoliczni mieszkańcy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here