Projekt Mauerberg – Zamek Gryżów (cz. 3): Potęga i zagłada

0
(rys. Artur Biernacki)
ogłoszenie

Podczas wojen husyckich na Śląsku sławny zamek Gryżów przechodził z rąk do rąk. Kronikarze wspominali graniczą twierdzę przy każdej okazji, a nysanie tak bardzo się jej obawiali, że postanowili ją zdobyć i unicestwić. Mauerberg jest świadkiem tamtych krwawych wydarzeń, kiedy ludzie mordowali się w imię swojej interpretacji wiary w Boga.

Z poprzedniej części naszego cyklu dowiedzieliśmy się, że w XIV w. zamek Mauerberg stał się własnością książąt niemodlińskich. Z kolei kształtujące się granice okręgów sądowych (Weichbildów), połączyły administracyjnie twierdzę z Prudnikiem.

Jako zamek książęcy, budowla dzieliła losy kolejnych władców średniowiecznej ziemi prudnickiej*, przechodząc w ręce książąt niemodlińskich, opolskich i z Dolnego Śląska. Z dawnych dokumentów wiemy, że na zamku zasiadał kasztelan – przedstawiciel władcy. Sytuacja twierdzy była jednak specyficzna, ponieważ zamek najprawdopodobniej nie posiadał podległych mu wsi, których mieszkańcy byliby zobowiązani do świadczeń na jego rzecz. Tak jak choćby było to w przypadku zamku Wogendrossel w Prudniku. Z urbarza dowiadujemy się, jakie wsie musiały wystawić zamkowego wartownika, jakie dostarczać produkty i jakie prace wykonywać. W przypadku zamku piorunkowickiego książę musiał scedować te obowiązki na rycerza, który obejmował funkcję kasztelana.

Kasztelani na zamku

W dokumencie wystawionym 2 lipca 1392 r. w Prudniku przez księcia Henryka Kożuchowskiego występuje świadek – Mikołaj z Gryżowa, który mógł być kasztelanem naszego zamku. Jego pobyt w Prudniku, w sytuacji przyjazdu księcia do okręgu, gdzie był podległy mu zamek, był naturalnym posunięciem. W kolejnym dokumencie, tym razem książąt Bolka i Bernarda z Głogówka, czytamy o Herburcie „z Gryssaw”, którego Alfons Nowack utożsamia z Herburtem z Fullsteina (ich rodową siedzibą był okazały zamek na terenie dzisiejszego Bohušova niedaleko Prudnika).

Pisząc o Herburcie wkraczamy w mroczne czasy wojen husyckich, kluczowe dla zamku Mauerberg.

Herburcie, pomożemy ci

W 1421 roku król czeski Zygmunt Luksemburski z mieszkańcami Wrocławia, Środy Śląskiej i Namysłowa zaoferował rycerzowi Herburtowi pomoc w walce z zagrożeniem husyckim. Monarcha miał powody do niepokoju, roku wcześniej jego wojska doznały dwóch porażek z „bożymi wojownikami” pod Witkową Górą i Wyszehradem. Zygmunt, panujący również na Węgrzech i w części Niemiec, nie był lubiany w Czechach. Zaskarbił sobie ich nienawiść wystawiając „żelazny list” Janowi Husowi na sobót w Konstancji, który to dokument następnie uznał za nieważny. Czeski reformator został schwytany, oskarżony o herezję, skazany, a następnie spalony na stosie (1415). Brutalny postępek stał się zarzewiem wojny, która ogarnęła również ziemię prudnicką.

Kim byli husyci?

Husyci byli zwolennikami ruchu religijnego i politycznego, którego ideowe ramy nakreślił wspomniany Jan Hus. Dwa lata po śmierci jego zwolennicy ogłosili „Cztery artykuły praskie”, w których zawarli swoje postulaty:

  • prawo do swobodnego głoszenia Słowa Bożego (chodziło m.in. o używanie języków narodowych w liturgii),
  • przywrócenie komunii pod dwiema postaciami dla osób świeckich,
  • odebranie duchowieństwu władzy świeckiej i sekularyzacji dóbr kościelnych,
  • karanie za grzechy śmiertelne przez władzę świecką.

Europa z niepokojem patrzyła, na to, jak Czesi zaprowadzają nowy porządek w swoim kraju.

Pierwszy najazd na Śląsk

Po odparciu czterech krucjat na Czechy (1420 – 1427), husyci przystąpili do kontrofensywy, najeżdżając sąsiednie krainy. W marcu 1428 r. wojska kacerzy pod dowództwem Prokopa Wielkiego wkroczyły na Górny Śląsk. Wielka armia licząca według dr. Norberta Miki około 14 tysięcy zbrojnych zostawiała za sobą śmierć i zniszczenie. Wojownicy z kielichami na tarczy byli szczególnie okrutni wobec duchownych, nic więc dziwnego, że największa trwoga padła na księstwo nyskie, którym władał biskup wrocławski Konrad. Wcześniej jednak husyci zjawili się u granic księstwa Bolka V Wołoszka (zwany też Husytą lub Głogóweckim), paląc wcześniej opuszczony przez mieszkańców Kietrz, Nową Cerkiew, Kazimierz i Osobłogę.

Książkę Bolko – zapewne za wiedzą ojca Bolka IV i stryja Bernarda niemodlińskiego – zwołał pospolite ruszenie rycerstwa i mieszczan z Prudnika, Białej, Strzeleczek i Głogówka, do tego ostatniego miasta. Dlaczego tam, nie wiadomo. Było to pierwsze warowne miasto z zamkiem w jego księstwie na szlaku husytów, więc już tam mógł chcieć dać odpór Czechom. Być może Głogówek miał najlepsze z wymienionych miast umocnienia, łącznie z zamkiem, który był oficjalną rezydencją książęcą (zamki w Prudniku, Białej, Gryżowie, czy Chrzelicach miały niższą rangę). Warto przy tym zauważyć, że wydarzenie z 1428 r. było dość wyjątkowym, bo militarnym, zwiastunem związku kilku miast w ramach przyszłego powiatu prudnickiego.

Zajmujący się na co dzień rolnictwem i rzemiosłem obrońcy Głogówka nie mieli szans z zaprawionymi w boju taborytami. 13 marca miasto zostało opanowane przez wrogie wojska, około tysiąca obrońców zostało wziętych w niewolę, a zabudowania spalone. Władysław Jagiełło w liście do Konrada Kąckiego napisał, że silnie umocniony Głogówek nie podjął obrony.

Co ciekawe naszego księcia nie było wówczas w Głogówku, choć według innych relacji na widok wojsk taboryckich po prostu uciekł. Przybył tam jednak na zaproszenie husytów i podpisał akt o neutralności, wykupując swoich poddanych.

Czy spalili Prudnik

 Zanim doszło do porozumienia taboryci przeszli z wojskiem pod niebroniony Prudnik. Kilka źródeł z epoki wymienia gród Woka wśród miast, które zostały spalone przez husytów. Dr Norbert Mika precyzuje, że do spalenia miasta doszło między 15 a 19 marca.

Maciej Woźny wysnuł – raczej zbyt daleko idący wniosek – że mieszkańcy podprudnickiego Nowego Chocimia na wieść o kacerzach opuścili swoją miejscowość. Dowodem na to ma być dokument z 1430 r., w którym Bolko ofiarował miastu pustą wieś Nowy Chocim. Nie wiadomo, która to była dokładnie miejscowość. Według jednych to Dębowiec. Wieś mogła mieć nieco inny układ zabudowy, od dzisiejszej miejscowości, czego śladem jest dziś ustronne położenie grodziska w Dębnickiej Dolinie. Może też chodzić o miejski folwark Chocim, który spalił się w XIX w. i po którym nie ma dziś żadnego śladu (przy szosie z dzisiejszego Chocimia do Dębowca). Augustin Weltzel w swojej Historii Prudnika błędnie napisał, że około dziesięć lat przed spisaniem dokumentu z 1430 r. husyci zdewastowali i spalili Prudnik. Wtedy jeszcze „bożych wojowników” nie było w okolicach miasta.

Trwałym śladem po pobycie husytów w Prudniku ma być nazwa Tabory (w języku niemieckim – Tabor), od domniemanego miejsca obozowania husytów. Historycy wysuwają różne poglądy na temat tego, czy Prudnik został przez husytów spalony, czy jednak oszczędzony w związku z tym, że pan tych ziem – Bolko V – podpisał akt o neutralności. Zmiana frontu Bolka niewątpliwe przyczyniła się do tego, że jego poddani – mieszkańcy ziemi prudnickiej – mogli liczyć na ochronę i ich ziemie, dla husytów, przestały być terenem wrogim.

Zupełnie odmienny los czekał mieszkańców miasteczek i wsi biskupiego księstwa nyskiego. 18 marca pod Nysą rozegrała się bitwa, którą wygrali husyci, mordując 2000 obrońców. Taboryci spalili wszystkie okoliczne miejscowości.

 Husyci na Mauerbergu

Co stało się z zamkiem Mauerberg? Tu również nie ma prostej odpowiedzi, czy twierdza Bolka w tym czasie miała jeszcze rozkaz bronić się przed husytami, czy zdobyta została „z marszu”, czy też otworzyła bramy czeskiemu wojsku.

Dawni historycy są bardziej skorzy do precyzyjnych opisów. Oto co o tych zdarzeniach pisze Alfons Nowack, powołując się na niejakiego Förstera: „Husyci przebywali w Gryżowie 14 dni i zamek nie został już odbudowany. Pierwsze nie jest prawdopodobne, ponieważ po 13 marca 1428 r. następował jeszcze pochód (husytów), a 18 dnia tego samego miesiąca nastąpiło spotkanie wojsk husyckich w Nysie – Starym Mieście, które pokonało wojska Konrada bez zajmowania miasta. O tym, że zamek Gryżów, który zresztą minimalnie został zniszczony, ponownie odbudowano, poświadczają jasno źródłowe dokumenty dotyczące wojen husyckich.”

Husyci ponownie pojawili się na Śląsku w marcu 1430 r., tym razem maszerując bliżej Odry i mając w swoich szeregach obcokrajowców: Dobiesława Puchałę, Zygmunta Korybutowicza, Piotra

Polaka i Fryderyka Ostrogskiego. Bolko ze swoimi oddziałami tym razem ulokował się w zamku w Chrzelicach. Jeden z oddziałów husyckich przekroczył Odrę koło Krapkowic i ruszył na Głogówek (15 kwietnia). I tym razem Bolko nie kazał na siebie długo czekać. Przybył pod miasto i tam już ostatecznie sprzymierzył się z kacerzami. Kronikarze tłumaczą to między innymi tym, że Bolko pobierając nauki na uniwersytecie w Pradze, poznał nauki Husa i się z nimi utożsamiał. Zdaniem Władysława Dziewulskiego Bolkiem kierowały bardziej przyziemne powody – chęć zdobycia łupów, opanowania terenów należących do innych książąt oraz opowiedzenie się po stronie zwycięzcy. Dotąd armia husytów była niepokonana.

Prawdopodobnie decyzja Bolka o połączeniu sił z husytami sprawiła, że nysanie poczuli się zagrożeni bezpośrednim sąsiedztwem zamku Mauerberg, który odtąd był twierdzą księcia sprzymierzonego z ich wrogami. Władysław Dziewulski pisze, że wiosną 1430 r. Bolko obsadził swoim wojskiem miasto i zamek w Prudniku (zapewne też Gryżów, jak wysuniętą placówkę), chcąc uczynić z nich zaplecze dla planowanego ataku na księstwo nyskie. Nic więc dziwnego, że w połowie maja nysanie wyprawili się do Piorunkowic. Jak pisze Nowack książę wysłał przeciwko nim jazdę konną, ale ta została pokonana, a Bolko V uciekł. Nysanie dopięli swego i zniszczyli zamek, choć nie doszczętnie, na do dowody podam za chwilę. Wojska biskupie nie ruszyły dalej w głąb księstwa Bolka, ograniczając się do zburzenia granicznego zamku. Być może w momencie ataku nysan zamek Mauerberg był w trakcie odbudowy po zniszczeniach z 1428 r.

Z rąk do rąk

Kolejny zwrot akcji nastąpił jesienią 1430 r., kiedy to biskup wrocławski (a zarazem książę oleśnicki) Konrad najechał na ziemię prudnicką, zajmując ją, a więc również to, co zostało po zamku gryżowskim. Była to chwilowa przewaga wojsk śląskich, bowiem w listopadzie pod Namysłów dotarła nowa fala husytów na czele z księdzem Prokopem Wielkim i księciem litewskim Zygmuntem Korybutowiczem. Wojska te, wspomagane przez Bolka V zdobyły Otmuchów, Ziębice, zamek Meristow (okolice Grodkowa), Gryżów (Greyse) i Prudnik. Wymienienie w Roczniku henrykowskim Gryżowa świadczy o tym, że mimo zburzenia go przez nysan, twierdza wciąż miała znaczenie strategiczne. Na zimę taboryci wycofali się do Czech, pozostawiając zdobyte twierdze wojskom Bolka V, a że ten miał szczupłe siły, to wkrótce przeciwnicy odbili wszystkie zamki i miasta, a nawet zajęli Głogówek.

Określenie, że dane ziemie przechodziły z rąk do rąk ma w tym wypadku jak najbardziej rację bytu, bo wiosną 1432 r. kacerze znów najechali Śląsk. Tym razem Bolko V, bez bezpośredniego wsparcia sojuszników, sam odbił Głogówek, Prudnik i „haws Greisow” (i tu znów w źródłach wymieniany jest zamek Gryżów). Ojciec Bolko IV dostarczył mu dział i prochu strzelniczego, przydatnych przy oblężeniu wspominanych zamków i miast.

O Bolku V Wołoszku: (…) pan Głogówka, wielki heretyk i prześladowca duchowieństwa, który tamże rozpędził kolegiatę kanoników. Kroczył śladem mistrzów heretyckich, mianowicie Wiklifa, Jana Husa i innych najgorszych, a był uczonym i bakałarzem praskim. Życie prowadził najgorsze, choć wielokrotnie był upominany i ekskomunikowany przez inkwizycję antyheretycką, przez biskupa i innych prałatów Kościoła. Ten jednak w ogóle nie brał tego do siebie i trwał w swojej zatwardziałości.Roczniki głogowskie

Dr Norbert Mika podejrzewa, że Bolkowi V nie sprzyjali prudniccy mieszczanie, którzy wykorzystywali skomplikowaną sytuację prawną miasta i okręgu. Obszar ten formalnie znajdował się tylko w zastawie książąt opolskich, będąc własnością książąt z Dolnego Śląska. Co więcej, pod względem kościelnym Prudnik i okolice były częścią biskupstwa ołomunieckiego, a nie wrocławskiego, jak większa część Śląska. To wszystko sprawiło, że Bolko V nie zdecydował się na przymusową konwersję mieszkańców okręgu prudnickiego, czego miał później żałować. Z kolei dr Anna Grabowska twierdzi, że prudniczanie sprzyjali husytom, Bolko V darując im wieś Nowy Chocim nazwa prudniczan „drogimi i wiernymi”.

Po husytach i po zamku

W 1433 r. podczas soboru w Bazylei doszło do porozumienia między Kościołem a husytami. Radykalna część kacerzy nie złożyła jednak broni i w końcu doszło do bratobójczej bitwy pod Lipanami, wygranej przez zwolenników pojednania (kalikstyni). W 1435 r. taboryci ostatecznie wycofali się ze Śląska, a dwa lata później zmarł Bolko IV. Stryj Bolka IV, książę niemodliński Bernard przekazał wówczas Bolkowi V swoją część ziem. Tym samym Wołoszek stał się w pełni władcą całej ziemi prudnickiej – Białej, Głogówka, Prudnika i tego, co zostało po gryżowskiej twierdzy.

Na koniu do piekła: Książę Bolesław, przeczuwając zbliżającą się śmierć, polecił sobie przygotować i osiodłać najlepszego konia, którego miał na dworze, kazał go przyprowadzić i rzekł, że nie chce wejść do piekła na pieszo, tak jak inni zbójcy, lecz konno, jak przystoi panu. I z taką fantazją umarł. Roczniki głogowskie

Okolice Prudnika musiały być mocno dotknięte wojnami husyckimi. Prudnik był opanowywany przez husytów aż trzy razy, w 1428, 1430 i 1432 r. Z punktu widzenia historii Mauerberga bardzo istotne jest to, że „zamek Gryżów” wymieniany był w dokumentach przez cały okres trwania konfliktu, mimo tego, że nysanie mieli zburzyć twierdzę już w 1430 r. Prawdopodobnie wynikało to z tego, że zniszczony zamek mógł być przynajmniej prowizorycznie zabezpieczony i nadal pełnić strategicznie ważną rolę. Ze źródeł wprost wynika, że po zamku Wogendrossel była to druga najważniejsza twierdza w okręgu prudnickim. Wraz z zakończeniem wojen husyckich z kart historii znika również zamek Gryżów, jako twierdza, czy w ogóle siedziba feudalna.

Uzupełnienie: W poruszonym w poprzedniej części cyklu temacie okoliczności powstania zamku Mauerberg warto dodać, że w Księdze uposażeń biskupstwa wrocławskiego (1303-1306), w części dotyczącej ziemi nysko-otmuchowskiej wymieniono dwie wsie Gryżów (!): „Gryzow Nanzeslai” oraz „Gryzow Jacobi”. Prawdopodobnie pierwotnie dwie oddzielne wsie, których imiona założycieli zapisano w biskupim dokumencie, z czasem połączyły się, tworząc jedną miejscowość. W sferze wyłącznie spekulacji można rozpatrywać funkcjonowanie jeden wsi, jako podgrodzia zamku.


* – do czasów pruskich, obszar ziemi prudnickiej, a więc terenów związanych administracyjnie z Prudnikiem ograniczał się do terytorium obecnej gminy Prudnik, Pokrzywnej oraz większej części gminy Lubrza (poza Nowym Browińcem, Olszynką, Słokowem, Laskowicami i Prężynką).

Artykuł ukazał się w „Tygodniku Prudnickim” – nr 21 z 23.05.2018

>>KUP E-WYDANIE<<

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here